Grupa naTemat

Cebula Roku, czyli Blog Roku vs. rzeczywistość

twórczość własna
Trwa konkurs na Blog Roku 2014. "Oszustwo roku", to jedna z delikatniejszych opinii, jakie znalazłam w necie. Bo jak nazwać konkurs w którym (tradycyjnie) nie brakuje Cebulaków "grających" nieuczciwie, a głosy w konkursie można kupić sobie na "alletegoitamtego"? Żeby było ciekawiej, niektórzy są skłonni w ramach wielkiej wdzięczności za głosy (nawet!) "zrobić loda", wysyłać w gratisie prezenty, czy sprzedać matkę urzędującą w pokoju obok. Za jedyne 1,23 z VAT.

Dlaczego podjęłam temat? Bo tradycyjnie jestem w samym środku tej burzy. Jeden z blogów, którego marketingiem się zajmuję sama zgłosiłam do konkursu, nieświadomie wylewając na siebie i mojego Klienta wiadro gówna. Jak jest - każdy widzi. Tych jeszcze nieuświadomionych zapraszam do lektury.


Materiały do tekstu zebrałam na Facebooku (celowo nie kasuję danych osobowych, bo posty zostały napisane publicznie), chociaż jeśli mam być szczera, wystarczy zapytać wujka google i wpisać: Blog Roku oszustwo, a wyniki powiedzą same za siebie.

Po pierwsze, głosy można było kupić na "alletegoitamtego". Co prawda "złapano za rękę" tylko jednego durnego sprzedawcę, który oficjalnie wyskoczył z aukcją, ale zapewniam Was, że nieoficjalnie można było w temacie zrobić dużo więcej. Ba! Handlarze głosami sami zgłaszali się do niektórych blogerów, proponując swoje usługi. Koszt jednego głosu: 5 złotych. Możliwa faktura. Możliwa liczba: 500 głosów (wrócę do tematu niżej).

Tu fragment wpisu z innego bloga, który podobną propozycję otrzymał mailowo:

Bardzo szybko na Cebuli Roku (Blog Roku) zaczęły pojawiać się zgłoszenia o ww. praktykach (dlatego oficjalnie aukcję ściągnięto, zamiatając problem pod dywan i uznając, że nic się nie stało):
Tak jak wspomniałam wyżej - sama otrzymałam propozycję kupna głosów (za jedyne 5 złotych sztuka), od dużego sklepu z Kielc, zajmującego się m.in. sprzedażą kart SIM. Cytuję fragment rozmowy: "Wie Pani, ja jestem przygotowany na ten konkurs już od zeszłego roku. Jest taki kontrowersyjny blog w Pani kategorii, który już obsługiwałem w 2013. W tym roku też ode mnie wziął kilkaset głosów, może mi Pani zaufać, znam się na robocie".

Nie będę zatem skończoną świnią i zdradzę, w jakiej kategorii ja i mój Klient braliśmy udział. Możecie być zatem pewni że w kategorii "Życie i społeczeństwo" znajduje się jeden z większych kombinatorów. Który to? Sami dojdziecie.

Żeby konkursowi dodatkowo nadać smaczku (celowo zdrobniłam) niektórzy blogerzy handlowali prezentami. Jak wyślesz na mnie sms, dostaniesz prezent. Jak wyślesz, będę Cię promować w moich postach. Jak wyślesz, umyję Ci okna, wyprowadzę psa, oddam nerkę, wypożyczę męża. Srutu tutu.

W opinii organizatora jednak, takie praktyki wskazują jedynie na kreatywność, która dla mnie (jako marketingowca) nie jest uczciwa. Sprzedawanie czy kupowanie głosów w zamian za prezent, gratis, usługę nosi znamiona handlu. Ale co ja tam mogę wiedzieć? Pewnie złość we mnie buzuje, bo sama nie wpadłam na to, jak wykorzystać potencjał handlu głosami. Oj głupia ja, głupia ja...

Ci, którzy mieli trochę oleju w głowie, zaczęli się z tej farsy wypisywać. Bardzo szybko na rozsądniejszych blogach pojawiły się oświadczenia, że wycofują się z konkursu, że nie chcą brać w tym udziału, że nie tego się spodziewali, że mają dość, że coś tutaj nie gra, że to nie fair. Się nie dziwię.
Sama stwierdziłam, że rzeczywiście nie ma sensu kopać się z koniem, a nieuczciwa gra nie jest mi po drodze. Odpuściłam "żebrosmsy i żebrowpisy", spadając w ostatnim czasie w okolicę pierwszej dwudziestki (z pierwszej dziesiątki).

Co ciekawe, pierwsza piątka w naszej kategorii bardzo szybko była wiadoma. W trzy czy cztery dni trwania konkursu blogi te utrzymywały ciągle swoją pozycję. Podobnie było w innych kategoriach.

Co jeszcze ciekawsze, w naszej kategorii ("Życie i społeczeństwo") w pierwszej dziesiąte znajdują się (nazwane w sumie słusznie przez jedną z blogerek) "żebroblogi". Blogi o chorych dzieciach, za cholerę nie posiadające niczego merytorycznego, blogi w których nie można nawet mówić o poprawnej pisowni, składni zdania czy znakach interpunkcyjnych. I nie wrzucam WSZYSTKICH tych blogów do jednego worka, piszę o KILKU przypadkach!

Pytanie otwarte nr 1.
Po cholerę kategoria "parentingowa"(kocham te spolszczenia!), skoro blogi rodzicielskie wrzuca się w życie i społeczeństwo? Zdaje sobie sprawę, że tworzenie osobnej kategorii dla chorych dzieci nosiłoby znamiona paraolimpiady i nie byłoby to fair, ale coś jest w temacie ewidentnie "nie halo"!

Ciekawe jest też spostrzeżenie jednego z blogerów, biorących udział w konkursie i w sumie to dobitnie pokazuje, że my "Polaki" nie potrafimy wspierać się w żadnych działaniach. Wrzucam to jako ciekawostkę, bo po części zgadzam się z twierdzeniem, że Blog Roku może dla niektórych nosić znamiona porażki:
Pytanie otwarte nr 2.
Czy organizator na pewno musi przeprowadzać konkurs posiłkując się sms-ami? Dla mnie jako marketingowca, który się nie zna, tak.

Nic tak nie rozgrzało ostatnimi czasy internetów, jak konkurs na Cebulę Roku. Prawie 3000 blogów z darmową reklamą, osobistą jatką, gratisowym "szerowaniem". Być może szum medialny, jaki konkurs zdobył, był wliczony w cenę wątpliwej popularności. Nikt mi chyba nie powie, że w Grupie Onet siedzi banda głupków, co? Wreszcie - skąd wziąć tyle baranów nakręcających rozgłos konkursowi? Sama się na to nabrałam. Prawdopodobnie Ty też dałeś/dałaś się nabrać. Jesteśmy zwykłymi frajerami. Taka sytuacja.

Pytanie otwarte nr 3.
Jak w naszym kochanym kraju przeprowadzać podobne konkursy? Moim zdaniem (ale ja się nie znam), w ogóle ich nie przeprowadzać, a jeśli już to bez udziału samych zainteresowanych. Wyłonić większą kapitułę sędziowską, dać w każdej kategorii czterech jurorów, którzy NAPRAWDĘ przebrną przez wszystkie blogi w swojej kategorii i wyłonią pierwszą dziesiątkę. Niech konkurs nie trwa tydzień a miesiąc. Niech będzie wiarygodny, a nie będzie konkursem cwaniacwta, cebulactwa, kombinatorstwa i tego wszystkiego co "Polaki" potrafią najlepiej. W końcu to konkurs na Blog Roku, nie na szwindel roku. Ktoś poświęcił na jego pisanie mnóstwo czasu, ma czytelników, których wypadałoby szanować a nie wykorzystywać tylko do rozreklamowania samej idei konkursu, zgarnięcia puli sms-ów.

Czytałam, że Cebula Roku, to dla blogerów prestiżowy konkurs. Niczym nagroda Grammy, Nobel czy Oskar. Mam mieszane uczucia co do rangi tej hulanki. Być może blogerkę, który tak napisała poniosła wyobraźnia, a być może to moja jest płytka, ale... Czy Oskara można dostać za SMS-y? Czy prestiżowe konkursy wnoszą jakiekolwiek wątpliwości? Moim zdaniem (ale ja się nie znam), wszystkie konkursy w których trzeba wysyłać sms-y są o dupę rozbić. Cebula Roku pokazuje to za każdym razem.

Na koniec mogę tylko dodać, że żal mi tych wszystkich ludzi. Żal mi siebie, mojego Klienta, blogerów, którzy uwierzyli, że Blog Roku to uczciwy konkurs. Żal mi Waszych wpisów, dni i godzin poświęconych na prowadzenie Waszych stron. Szkoda mi, że po raz kolejny okazało się, że zostaliście oszukani, że z Was zakpiono, że jesteśmy narzędziami w rękach Grupy Onet.

Mam jednak cichą nadzieję, że niewielu z Was stawia na piedestale ten wątpliwy tytuł i że to Wy i Wasi czytelnicy jesteście dla Was samych wartością samą w sobie. Nie Cebula Roku, nie Szczypiorek Roku. My. Wy. Ty, Twoi czytelnicy, Twój blog, Twoja przestrzeń w necie. Życzę i sobie i Wam na kolejne podobne konkursy i sił i rozumu, bo tylko gówno płynie z prądem, a na podobne hece szkoda życia - jest ono przecież wystarczająco krótkie! Finalnie, po tej całej maskaradzie, jutrzejsze wyniki wywołają na mojej twarzy tylko uśmiech politowania. Pewnie na Waszych też. Cebula Roku nie jest konkursem prestiżowym. To maszynka do robienia reklamy.

PS. Żeby nie było wątpliwości, zajmuję się marketingiem bloga Doktor Skalpel. Jego też mi szkoda, ale z tym muszę się zmierzyć osobiście. Mam jednak nadzieję, że ten wpis mi w tym pomoże.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
MarketingBlogi
Skomentuj